Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mirabilis. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mirabilis. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Mirabilis cd. Kangae (do Shiki)

- Byłoby mi... bardzo miło - stwierdziłem niepewnie. Przyznaję, propozycja wilczycy zaszokowała mnie. Była bardzo uczynna, a ja... ja jej właściwie nie znałem. Nigdy wcześniej z nią nie rozmawiałem, a jej obraz i imię utkwiły mi w pamięci tylko dlatego, że kiedyś ojciec o niej wspominał, dawno temu.
- Chcesz iść ze mną? - spytała, podnosząc się z piasku.
Zawahałem się.
- Chyba zostanę tu i zaopiekuję się szczeniakami - powiedziałem z delikatnym uśmiechem na pysku, również dźwigając się z piasku.
- W sumie racja - przyznała Kangae. - Amber, Shika! - zakrzyknęła na dzieci, które natychmiast stawiły się przed nią, ciosąc ze sobą mnóstwo muszelek.
- Tak mamo? - powiedziały równocześnie. Te maluchy były naprawdę bardzo pocieszne.
- Zostawiam was na trochę z wujkiem Mirabilisem - przy tych słowach puściła do mnie oczko. No, nie powiem, muszę już być naprawdę stary, skoro zostałem wujkiem. - Wrócę niedługo.
- Dobrze mamo - odparły maluchy, a gdy tylko wadera zniknęła nam z pola widzenia, Shika zwrócił się do mnie.
- Wujku, co teraz będziemy robić...?

<No, Kan, to teraz masz dwa odpisy xDD Shiką Mirabilisowi i Kangae Mirabilisowi, tyle tylko, że do Convela xd>
Czytaj dalej »

środa, 12 kwietnia 2017

Od Kangae, cd. Mirabilis

- Oh Mirabilis... - mruknęłam, patrząc, jak łza znika w futrze na jego policzku, po czym nieśmiało przysunęłam go do siebie i objęłam. Basior wyraźnie się spiął, ale po chwili jego mięśnie się rozluźniły. Szloch wydobył się z gardła młodego wilka, a moja sierść zgłuszyła ten dźwięk. Wiedziałam, że musi mu być ciężko, ale z drugiej strony cóż więcej mogłam zrobić? Jedynie go objąć i podzielić się smutkiem. Shika i Amber nadal bawili się na brzegu, a ich widok nagle bardzo dobitnie przypomniał mi Graybacka. Oczy mojej córki i uśmiech syna, to jak się poruszali, jak się zachowywali... To wszystko było częścią mojego partnera. Zupełnie jakbym widziała jego samego w tych dwóch  małych wilczętach.
Jednak nie ma go tutaj.
Nie budzę się rano z jego sierścią przy nosie, z jego zaspanym ,,Dzień dobry".
Nie słyszę jego głosu, nie widzę, jak kuleje, jak patrzy na mnie i na szczenięta.
Nie widzę, jak maluchy uczą się, jak to jest mieć ojca.
Odsuwałam od siebie tę myśl przez tak długi czas, najpierw wizją jego powrotu, potem siłą, jaką muszę mieć, żeby nie załamać się i nie zostawić dzieci na lodzie. Marzyłam o szczęśliwej, wspierającej się rodzinie, o pierwszej miłości, która pozostanie przy moim boku do końca mojego życia.
Poczułam, jak oczy mnie szczypią, a po chwili jedna łza spłynęła mi po nosie. Jak mam zastąpić bliźniakom ojca? Jak mam je utrzymać sama?
Zamknęłam powieki, wtulając nos w szyję Mirabilisa i zadrżałam, tłumiąc szloch. Czy tak powinno być? Czy po stracie partnera powinnam wypłakiwać się w syna Alfy, którego prawie w ogóle nie znałam? I to w dodatku nie z powodu długich, melancholijnych rozmyślań, ale nagłego zrywu emocji?
- Mamo? - poczułam, jak coś ciągnie mnie za łapę. Otworzyłam oczy i spojrzałam w jasne oczy moich dzieci. Otarłam błyskawicznie mokre powieki i oderwałam się od Mirabilisa.
- Mamo? Co się stało? - zapytał Shika, a Amber wtuliła się w moje futro na piersi.
- Nie... Nic... - mruknęłam, pociągając nosem. Miabilis patrzył na mnie zdziwiony. Odetchnęłam kilka razy głęboko, nie chcąc, żeby szczenięta widziały, jak płaczę. - Shika, idź się bawić razem z Amber. Zostawcie nas jeszcze na chwilę.
- Ale jest zimno! - szczeknął mój syn, a ja poczułam, jak Am kiwa głową pod moją sierścią.
- Chcecie mi pomóc? - zagadnęłam, zastanawiając się jak zająć maluchy.
- Tak! - krzyknął młody basior, a jego siostra skoczyła na równe nogi i oderwała się ode mnie.
- Poszukajcie na plaży jakiś ładnych, kolorowych kamyczków i muszelek, dobrze? Takich w miarę dużych, żeby  można je było gdzieś ładnie położyć w domu.
Wilczęta nie czekały na koniec zdania, od razu pognały w jedną stronę, przepychając się nawzajem..
- Tylko nie za daleko! - krzyknęłam za nimi, patrząc, jak zaczynają grzebać w piasku, po czym zwróciłam swój wzrok na Mirabilisa.
- Przepraszam... Nie powinnam się tak rozklejać... - mruknęłam, czerwieniąc się.
- Kan, daj spokój. - odparł, również nieco zakłopotany - Każdy czasem musi się wyżalić, jak ktoś ważny go opuszcza.
- Jak chcesz załatwić tę sprawę z tatą? - zapytałam, chcąc zmienić temat.
- Nie mam pojęcia. - westchnął ciężko, masując łapą kość nosową.
- Może po prostu z nim porozmawiaj... - zaczęłam, zdając sobie sprawę z tego, jak banalnie i nieprawdziwie to brzmi - Powiedz mu, jak się czujesz, oderwij go na chwilę od szczeniąt. Wykaż inicjatywę. Jeśli chcesz mogę z nim pogadać i powiedzieć, jak się czujesz...
<Mirabilis?>
Czytaj dalej »

sobota, 25 marca 2017

Mirabilis cd. Kangae

- Prawdę mówiąc, nie zauważyłem - zmieszałem się nieco. Widać przez moją samotność wiele rzeczy straciłem. - Jak wiele mnie ominęło?
- Prawdę mówiąc, to od narodzin szczeniąt nie działo się zbyt wiele. Przyjęliśmy kilka wilków, ale nie specjalnie się pokazują - stwierdziła Kan, obserwując swoje szczenięta kątem oka.
- Cóż, u mnie właściwie nic się nie zmieniło od narodzin Nesibindiego i Nafis - mruknąłem z niezadowoleniem. - Te maluchy skupiają na sobie całą uwagę taty. Wstaję rano, poluję, piję, wracam do jamy i tam zasypiam. Czasami między tymi czynnościami wyleguję się nad morzem, jak dzisiaj.
- Rzeczywiście, Nafis i Nesi pochłaniają większość uwagi Conva i Cal - zgodziła się ze mną Kan. - Kiedy ostatnio rozmawiałeś z Convelem?
- Nie pamiętam. Chyba jeszcze zanim mama nas opuściła - westchnąłem, przygryzając dolną wargę, żeby się nie rozpłakać. - Wtedy zamknął się w sobie, potem Snorri zginął, a tata uciekł. Wrócił dla Calme i urodziły się szczeniaki. Przez cały ten czas nie zamieniłem z nim ani słowa. Nie wiem, który z nas unikał tego drugiego, ale rzadko nawet go widywałem.
- Jesteś zazdrosny - stwierdziła Kangae. - Młodsze rodzeństwo przykuwa uwagę twojego ojca, a ty nie chcesz niszczyć mu tego, co sobie ułożył, prawda?
- Tak to odbieram - przytaknąłem, ocierając łapą łzy, które mimo woli wypłynęły z moich oczu.

<Kan?>
Czytaj dalej »

czwartek, 23 marca 2017

Od Mirabilisa (do Kangae)

Ziewnąłem szeroko, wyciągając przed siebie szare łapy, dając morzu swobodny do nich dostęp. Byłem zły i smutny jednocześnie. Odkąd tata został Alfą i urodziły się szczeniaki jego i Calme, jakby zupełnie o mnie zapomniał. sam polowałem, piłem, odpoczywałem. Spędzałem czas sam ze sobą, bo Floe wyruszyła na wyprawę i nie wracała z niej już bardzo długo. Mój mózg powoli przyzwyczajał się do samotności, choć nie było to przyjemne wrażenie.
- Dlaczego tak jest, Solis? - spytałem cicho, patrząc w bok. Obok mnie wylegiwał się szczupły, rudy wilk z czarną pręgą ciągnącą się wzdłuż grzbietu. Doskonale wiedziałem, że to tylko mój wyimaginowany towarzysz, ale nie miałem innego wyjścia, jak znaleźć sobie nieistniejącego przyjaciela. Samotność dawała się we znaki bardziej niż głód, którego nie zaspokajałem od trzech dni. Po prostu nie czułem takiej potrzeby.
- Nie wiem, Mirabilisie - odparł w zamyśleniu Solis. - Prawdopodobnie to wszystko przez twojego ojca.
- Nie mów tak - zasmuciłem się jeszcze bardziej, czując lekkie ukłucie w sercu.
- Kiedy to prawda - rudy zwrócił swój kudłaty łeb ku mnie.
- Nie chcę tak o tym rozmawiać - warknąłem, kładąc łeb na łapach i wdychając słony zapach morskiej wody. - To nie jego wina.
W jednej chwili Solis się rozpłynął, a za sobą usłyszałem znajomy choć zapomniany już przeze mnie głos.
- Mirabilis, z kim rozmawiasz? - spytała wadera. Obejrzałem się, patrząc ze smutkiem na Kangae.
- Z nikim - szepnąłem.
- Wyraźnie słyszałam, że do kogoś mówisz - upierała się. Podeszła do mnie bliżej, a ja tylko zwróciłem nos na powrót w stronę morza.

<Kan?>
Czytaj dalej »

środa, 25 stycznia 2017

Od Mirabilisa

Snorriego nie było wśród nas, tata gdzieś zaginął, wilki chodziły w większości przybite. Podły los chciał jednak, żeby moje serce zostało do reszty strzaskane.
* * *
Chodziłem po wszystkich miejscach, węsząc i nawołując Floe po imieniu.
Nie było jej tu.
Sprawdziłem granice wokół watahy.
I tam jej nie znalazłem.
Przepytałem wszystkie wilki w watasze.
Odpowiadały, że jej nie widziały.
W końcu darowałem sobie i usiadłszy nad brzegiem potoku, wykrzyknąłem w przestrzeń:
- Muszę tracić wszystkich bliskich, akurat wtedy, gdy są mi potrzebni?!
Po tych słowach położyłem się na wilgotnym piasku tak, żeby woda potoku obmywała mi łapy.
Cisza. Absolutna cisza, przerywana tylko pluskiem wody. Nawet ptaki umilkły w tej chwili, jakby pogrążone w równie głębokiej żałobie, co ja.
Nagle uświadomiłem sobie, że nie przepytałem jeszcze jednego wilka.
Była nim Asar, właścicielka miejscowego targu i poszukiwaczka przygód.
* * *
- Była tu Floeado? - spytałem, wchodząc do jamy Asar, zanim się jeszcze przywitałem.
- Dzień dobry, Mirabilisie - przywitała się, unosząc brwi. - Tak była tu - mruknęła, grzebiąc w jakiejś skórzanej torbie.
- Była? - spytałem z nadzieją.
- Była, przecież powiedziałam.
- A gdzie jest teraz?
Asar milczała.
- A gdzie jest teraz? - powtórzyłem.
- Obiecałam jej, że Calme się nie dowie - wyszeptała.
Zamarłem.
- Poszła do miasta - szepnąłem, po czym sypnęło się kilka porządnych, wilczych przekleństw.
- Proszę, nie goń jej i nie mów nikomu. Dałam słowo - powiedziała Asar.
- Ten jeden raz zrobię to. Tylko dlatego, że wiesz, gdzie poszła.
- Wróci - stwierdziła Asar, sięgając łapą do piór wyłapywacza snów wiszącego na ścianie.
- Skąd wiesz?
- Amulet Dwojga, który jej dałam, zapewni jej bezpieczeństwo przez całą drogę, tam i z powrotem, a także sprawi, że nie zapomni ona o bliskich, którzy będą czekali na jej powrót - odparła i wyszła ze swej jamy.
Stałem tak jeszcze chwilę, ale ciszę przerwał nagle dziwnie znajomy, wilczy głos, dochodzący gdzieś od wejścia do jamy, od którego byłem odwrócony.
- Jest Asar?

<Znajomy wilku?>
Czytaj dalej »

poniedziałek, 14 listopada 2016

Od Mirabilisa

Leżałem w płytkiej, trochę jeszcze chłodnej wodzie potoku. Floeado, córka Alf, wtulała się we mnie. Oboje mieliśmy przy sobie dziwne poczucie bezpieczeństwa. Nagle moje myśli odpłynęły wraz z nurtem potoku. Pogrążyłem się we własnych rozmyślaniach.
Byłem już prawie takiego wzrostu jak tata.
Byłem silniejszy niż na początku zimy.
Umiałem tropić i polować.
Byłem w stanie bronić siebie, swojej watahy i swojej rodziny.
Mogłem swobodnie poruszać się po terenach watahy.
Miałem przy sobie Floe, która kochała mnie tak mocno, jak ja ją.
Eh, życie. Wszystko tak szybko się zmienia. Nawet nie zauważyłem, a już jestem zupełnie innym wilkiem. Pamiętam nawet, że jako mały wilczek, już lubiłem bawić się z Flo. Poza tym, mama i tata też dużo mi o tym opowiadali.
- Mirabilis, powinniśmy chyba wracać na śniadanie - delikatny głos Floe wyrwał mnie z zamyślenia.
- Racja - odparłem. - Szukamy twojego taty? Pewnie teraz poluje, to nie powinno być trudne.
- Zgoda - uśmiechnęła się waderka. Oboje podnieśliśmy się z wody i wyszliśmy na brzeg, by się osuszyć. Gdy wesoło ochlapywaliśmy się nawzajem, usilnie próbując otrzepać się z wody, nagle miałem takie dziwne przeczucie, że ktoś nas obserwuje. Gdy w krzakach mignęło mi wilcze futro, zacząłem się niepewnie wycofywać.
- Floe, może jednak wracajmy - powiedziałem stanowczo. Wycofywałem się obserwując krzaki i spychając sobą Floe. Wilk poruszył się.
- Czemu... - zaczęła, ale przerwałem jej.
- Floe, uciekaj! - ryknąłem, tyłem zbierając się do sprintu. Rzuciłem ostatnie spojrzenie na krzaki.
Wilka nie było.
Coś mignęło mi z prawej. Obróciłem się, przechodząc natychmiast w sprint i doganiając waderę, ale biegnąc za nią.
- To tylko ja, biegnij dalej - powiedziałem, uderzając łapami o ziemię. Cień wilka powoli nas wyprzedzał. Wzdrygnąłem się, nie przerywając biegu. Gdy wypadliśmy na zalaną porannym blaskiem polanę, staliśmy pod słońce.
Naprzeciwko stał wielki wilk. Przez słońce, które mocno oświetlało go od tyłu, nie widzieliśmy ani koloru futra, ani pyska obcego.
- Kim jesteś? - warknąłem, zasłaniając sobą Floe.

<Wielki, obcy wilku...?>

Czytaj dalej »

czwartek, 20 października 2016

Mirabilis cd Floe

Nie znaleźliśmy Hardej. Okazało się, że pobiegła za Convelem daleko na Czarny Grzbiet. Obecnie Flo wtulała się w futro na mojej piersi.
A ja płakałem. Łzy spływały po moich policzkach, znikając w gęstym, szaro-białym futrze.
- Jeżeli teraz coś się stanie... stracę ich oboje - wychlipałem cicho.
- Nie bój się, Mirabilis - szepnęła wadera. - Nic się nie stanie. A nawet jeśli, ja tutaj będę.
Westchnąłem urywanie. Byłem załamany. Przejechałem mokrym językiem po łbie Floe, wyczuwając jej delikatne mruczenie.
- Chodźmy gdzieś. Gdziekolwiek. Proszę - wypaliłem. Nie wiedziałem po co. Nie miałem ochoty nigdzie iść. Ale powiedziałem to.
- Jak chcesz - szepnęła Floe, podnosząc się z ziemi. - Chodźmy nad potok.
- Zgoda. Lubię to miejsce - odparłem, prostując kości. Ruszyliśmy truchtem nad potok, trzymając się łeb w łeb.
Gdy dotarliśmy nad wodę, okazało się, że potok powoli odmarza po zimie. Było pięknie. Oszronione liście, sople lodu na gałęziach, śnieg zalegający przy brzegach...
- Mirabilis... - usłyszałem po swojej lewej.
- Tak? - spytałem.
- Ja... - zaczęła Floe. Spojrzałem na nią wyczekująco. - Mirabilis, ja...
<Flo...?>

Czytaj dalej »

piątek, 14 października 2016

Mirabilis cd Floe

- Może nic mu się nie stanie - westchnąłem. - Mam taką nadzieję.
- Zawsze będę przy tobie, Mirabilis. Nie martw się o ojca - szepnęła w moją pierś.
Wstałem powoli, rozglądając się wokół.
- To... co teraz? - spytałem.
- Nie wiem. Może chodźmy poszukać twojej mamy? Ona cię zrozumie - zaproponowała Flo.
- Masz rację. Ona mnie zrozumie i wesprze. Chodźmy.
Floe również wstała i ruszyła przed siebie, obserwując mnie kątem oka. Wlokłem się kawałek za nią. Zupełnie straciłem chęci do życia. Mamy prawie nie widuję, teraz ojciec również gdzieś poszedł... co za ironia losu.
Głupi los.
Głupia ironia.
Chcę tylko znaleźć mamę i wypłakać się w jej futro.

<Wybacz długość, Floe, ale mam brak wełny :c>
Czytaj dalej »

Od Mirabilisa

Stanąłem po kolana w topniejącym śniegu. Byłem totalnie zmęczony, na szczęście gawra już niedaleko. W pysku trzymałem dwa, wielkie, świeżo upolowane króliki. Jeden dla mnie, drugi dla Floe.
To, co stało się kilka tygodni temu, było wyjątkowo wspaniałym wydarzeniem. Oboje powiedzieliśmy sobie prawdę, okazało się, że ja kocham Floe, a ona mnie. Teraz robię dla niej wszystko, żeby była szczęśliwa. Dziś wyruszyłem na polowanie. Trochę to trwało, zanim udało mi się upolować dwa, pokanych rozmiarów zające, ale w końcu się przecież  - jak widać - udało.
Westchnąłem głęboko i ruszyłem dalej. Wędrówka przez zaspy nie sprawiała mi już tyle trudności, co na początku zimy. Według takiego jednego lisa, Aleksieja, jestem trzy razy większy niż na początku zimy.
Dotarłem wreszcie do gawry, która jest teraz stałym miejscem naszego pobytu. Położyłem króliki przed śpiącą Floe i trąciłem ją nosem.
- Flo, wstawaj. Mam śniadanie - szepnąłem. Floe podniosła się z ziemi z wesołym uśmiechem i liznęła mnie po pyszczku. Zarumieniłem się lekko.
- Króliki? Wow, duże - powiedziała z podziwem i zajęła się jedzeniem. Dołączyłem do niej. Resztki zakopaliśmy na krawędzi polany. Usiedliśmy w miejscu, w którym śniegu było stosunkowo niewiele i zapatrzyliśmy się w las.
- Słyszałeś już nowiny? - spytała Floe.
- Jakie?
- Czyli nie. Mój tata przyszedł tu rano i powiedział, że Convel wyrusza na wyprawę.
- Co?! - zdenerwowałem się lekko.
Jak ojciec może robić mi coś takiego? Mamy prawie nie widuję, ostatnio to już w ogóle. On znika na całe dni, czasem na dłużej. Muszę być odpowiedzialny, ale wiem, że na tatę zawsze mogę liczyć. A teraz i on zamierza mnie zostawić?!
- No... to, co usłyszałeś - szepnęła smutno Floe.
- Gdzie się wybiera?
- Na Czarny Grzbiet.
Zatkało mnie, a do oczu napłynęły mi łzy. Czarny Grzbiet jest najgroźniejszym miejscem jakie znane jest naszej watasze. Co on zamierza? Dlaczego właśnie tam? Czemu tak ryzykownie?
Floe wtuliła się w moją pierś. Wiedziała, że jest mi ciężko z tą wiadomością. I tak polowałem za nas oboje, towarzyszyłem jej, pomagałem i wspierałem. Nigdy nie oczekiwałem niczego w zamian.
- Ale ty, zostajesz przy mnie, prawda? - chlipnąłem.
- Będę przy tobie zawsze, Mirabilis - odparła smutno, ale przekonująco. Wtuliłem nos w futro na jej karku, zaciskając ślepia.

<Flo? Co dalej?>
Czytaj dalej »

poniedziałek, 3 października 2016

Mirabilis cd Harda

Pisnąłem cicho, widząc jak mama kręci się wokół taty.
Śnieżnobiały basior leżał na ziemi i krwawił. Widać było, że nadal oddycha, ale płytko i nierówno.
- Tata! - Krzyknąłem, wyrywając się Calme, która do tej pory pilnowała nas wszystkich. - Tato! - Powtórzyłem.
W jednej chwili znalazłem się tuż obok Convela. Na jego boku widniała szkarłatna rana po pazurach. Wypływała z niej krew, barwiąc sierść ojca na ciemnoczerwony odcień.
A więc to tak wygląda wojna. Walczysz za swoją watahę, przyjaciół i rodzinę. A ci tobie najbliżsi, umierają. Od ran poniesionych w walce, od trucizny, albo zabici na miejscu.
- Tata... - Po moim policzku spłynęła łza. - Tato, nie umieraj, proszę - wyszeptałem rozpaczliwie, wtulając się w sierść na szyi ojca.
- M-mira... bilis... - Tata zdobył się na wypowiedzenie mojego imienia. - Kocham ciebie... i m-mamę... - wtulił swój zimny nos w moje futro. Mama przyłożyła swój nos do wilgotnego nosa taty.
Czułem jego szybki, płytki oddech. Spowolnione bicie serca. Zapach krwi, wypływającej z lewego boku ojca.
- Niech ktoś znajdzie Aleksieja! - Krzyknął nad nami Alfa. Zapanowało spore poruszenie. - Convel, przyjacielu, wytrzymaj. - szepnął mu do ucha i usiadł obok.
<Ktokolwiek?>

Czytaj dalej »

poniedziałek, 19 września 2016

Mirabilis cd Floe

Patrzyliśmy na siebie, na gwiazdy, na czarną noc, która nas otaczała. Ale teraz liczyliśmy się tylko my dwoje. Dwa zakochane szczeniaki...
* * *
- Floe, zobacz! - Krzyknąłem podniecony, wsuwając łeb do gawry. - To jest... piękne! Cudowne! Niesamowite! To nasz pierwszy ŚNIEG!
Floe zamrugała zaspanymi ślepiami.
- Śnieg? - Upewniła się, ziewając szeroko.
- Tak! Takie wielkie, zimne, białe zaspy! Wszystko jest pokryte śniegiem!
Floeado w błyskawicznym tempie znalazła się na zewnątrz.
- Śnieg! - Pisnęła wesoło. Zamiotłem ogonem po ziemi, tworząc sporą zaspę i przeskoczyłem przez nią. W ten sam sposób usypałem kilka innych górek.
- Chodź, Flo! Skaczemy! - Uśmiechnąłem się szeroko i zacząłem przeskakiwać przez śnieżne zaspy, co jakiś czas wpadając na głębszy śnieg, w którym byłem przykryty do połowy.
Mój pierwszy śnieg, moja pierwsza zima! To takie wspaniałe!

Czytaj dalej »

środa, 31 sierpnia 2016

Mirabilis cd Floe

Pozostaje nam czekać do bitwy - pomyślałem.
- Floe... Floe, chodź ze mną - poprosiłem po jakimś czasie. Wstaliśmy niemal równocześnie. Ruszyłem do wyjścia z gawry, cicho stąpając po ubitej, twardej ziemi. Floeado bezszelestnie przemieszczała się za mną. W końcu wypełzliśmy na zewnątrz.
Była północ. Ciemna, bezchmurna. Rozgwieżdżone sklepienie nieba wisiało nad nami jak na wyciągnięcie łapy. Każda gwiazdka zdawała się żyć własnym życiem; każda lśniła inaczej.
Tej nocy dwie gwiazdki obok księżyca świeciły najjaśniej. Były blisko siebie, tak blisko, jak w tej chwili ja i Floe.
- Te gwiazdy - szepnęła Flo - są podobne do nas. - Oparła swój biały łeb na moim szarawym barku. - Tak blisko siebie. Takie jasne...
- Wiem, Flo - odszepnąłem z uczuciem. - Wiem.
Zaległa cisza. Siedzieliśmy przed gawrą, oświetleni przez księżyc i morze lśniących gwiazd. To była piękna noc.
<Flo? Co ty na to?>

Czytaj dalej »

niedziela, 28 sierpnia 2016

Mirabilis cd Floeado

- Huh? - zdziwiłem się.
Co takiego chciała mi powiedzieć?
Wyglądała na bardzo zmieszaną. Jestem pewny, że pod grubą warstwą futra była oblana szkarłatnym rumieńcem.
- No bo... - zaczęła, co chwilę przerywając i jąkając się. - Zakochałam się.
- Taak? - zapytałem, bezczelnie się w nią wgapiając. - Ja też, wiesz?
- Naprawdę? - W jej oczkach zabłysła mała iskierka.
- Tak. - potwierdziłem, ciągnąc ją pieszczotliwie za uszko.
- W kim? - zamruczała.
- O nie, ty pierwsza mówisz. - zachichotałem.
- Nie ma mowy. - Wilczyca uśmiechnęła się.
- No to ja też ci nie powiem. - oświadczyłem.
- Ale... No weeź! - jęknęła.
- Nie i koniec. - parsknąłem, układając pysk na jej karku.
- No to może... na trzy cztery? - spytała z nadzieją.
- Ehh... No dobra. - zgodziłem się, udawając niechęć.
- Trzy... - Floe postanowiła zacząć odliczanie.
- Czte-... - dorzuciłem.
- Ry! - skończyła, po czym głośno krzyknęła:
- Mirabilis!
- Floeado! - krzyknąłem razem z nią.
<Floe?>
Czytaj dalej »

piątek, 26 sierpnia 2016

Mirabilis cd Floe

Odsunęliśmy się w najdalszy kąt gawry i zaczęliśmy szeptem rozmawiać, tak, żeby nikt nas nie usłyszał.
- Floe - zacząłem - musimy im pomóc.
- W czym? - Zdziwiła się. - Komu?
- Jak to: w czym? Musimy pomóc naszym w wojnie! - Te słowa wypowiedziałem głośnym szeptem. Celestial nie usłyszała. Była zajęta gonieniem własnego ogona. Uff...
- Jak? Jesteśmy tylko szczeniakami! Z resztą, dorośli nam nie pozwolą - zgasiła się Floeado.
- Flo... Flo, my nie będziemy nawet prosić o pozwolenie. Po prostu ruszymy do walki i pomożemy im. A jak? Wystarczy być szybkim i zwinnie unikać ciosów. I rzucać obelgami w stronę wroga, od czasu do czasu dołączając do tego kły i pazury.
- A reszta?
- Jaka reszta?
- Convel, tata, mama, Harda...
- Ignorować ich. I nie dać się wsadzić do kryjówki. I nie pozwolić, żeby wróg ich zranił albo zabił.
Floe pokiwała głową w zamyśleniu.
- Pomożemy im. - Zapewniła mnie.
Uśmiechnąłem się szeroko i zamerdałem ogonem.
<Flo?>

Czytaj dalej »

czwartek, 25 sierpnia 2016

Mirabilis cd Floe

<Dobra. To może być wstęp do wojny, jeśli chcesz x.x >
Przestałem wyć. Z zarośli nie wyłonił się nikt... nikt poza dwoma basiorami; szarym i rudym.
Wzdrygnąłem się na sam widok wolno podchodzących samców.
- Floe, schowaj się w bezpiecznym miejscu. Już! - Rozkazałem. Floeado zniknęła w gawrze. Zdusiłem w sobie westchnienie. Chodziło mi o bezpieczne miejsce, daleko z tąd.
Rudy basior zbliżył się do mnie. Był mniej-więcej taki jak tata, wielkością oczywiście.
- Kim jesteś, bura kulko? - Zaszydził.
- Nie jestem bury. Jestem półkrwi wilkiem polarnym. - Wycedziłem. Nabrałem odwagi. Moje własne słowa dodały mi otuchy.
- Odważny z ciebie wilczek... a twoja przyjaciółka?
- A co ci do tego?
- Mów.
- Idź do diabła, lisi pomiocie - obraziłem go. Specjalnie. Niech się wkurza. To określenie usłyszałem z pyska ojca, gdy kiedyś rozmawiał z moją matką.
Wilk zmarszczył się, zadygotał z wściekłości i zaczął warczeć. Cicho, gardłowo. Dobrze mu tak.
- Kto ci obciął białą kitkę? - Szydziłem dalej. - A może chomik ci ją odgryzł?
Podziałało. Rudy basior rozdygotany wyprostował się i zrobił krok w tył.
Dziękuję ci, tato. Od ciebie usłyszałem te określenia. To dzięki tobie stoję tu teraz i wzmacniam swoją odwagę i pewność siebie.
- Skąd - warknął rudy - znasz te obelgi?
Milczałem, uśmiechając się do niego szyderczo.
- Gadaj! - Rzucił się na mnie. Zrobiłem płynny unik w bok, a basior walnął łbem o ścianę gawry.
- Ty mały...
- Stul pysk, Hunter - odezwał się ktoś luźno.
- Tata! - Krzyknąłem.
- Proszę, proszę... czyż to nie jest Convel, mój dawny - tu rudy basior zaśmiał się cicho - przyjaciel - wycedził szyderczo.
- Zamknij się, powiedziałem! - Tata wywrócił oczami, opierając się o pień drzewa.
- Lisi pomiot - zaszydziłem i zrobiłem kolejny unik. Basior zwany Hunterem przeleciał przez pół łąki, lądując u łap Convela.
Z krzaków wyskoczył Snorri i stanął nad Hunterem, u boku taty.
- Ty! - Zacharczał szary basior, podchodząc do Convela. - Czy to nie ty byłeś wygnańcem? Pomiotem z pustynii lodowej, którego przygarnęła moja bliska przyjaciółka? Którego kazałem porzucić w dżungli?
- A i owszem, wielce szacowna Alfo - ostatnie słowa tata niemal przeliterował.
Co jest grane? Już nic a nic nie rozumiem. Eh, dorośli.

Czytaj dalej »

Mirabilis cd Floe

- Floe, co się dzieje? - Spytałem. Chwilę wcześniej krzyknęliśmy w tym samym momencie.
- Mów pierwszy - odparła rozdygotana.
- Co jest, Floe?! - Powtórzyłem.
- Równocześnie.
Kiwnąłem łbem.
- Trzy.
- Dwa.
- Jeden!
To, co usłyszeliśmy, było jednoznaczne.
- Śniło mi się że dwa wilki stanęły nad naszą gawrą i chciały nas zabić!
Nie. Tylko nie to! Błagam! Jeżeli dwóm wilkom śniło się to samo, znaczy, że się spełni!
- Nie bój się, Floe. I nie wychodź z tąd - poprosiłem, chociaż najchętniej skuliłbym się w kącie i zapadł pod ziemię. Jednak zamiast tego, zebrałem się w sobie i wyjrzałem przed gawrę.
Z jednej strony, między drzewami, spacerowały dwa wilki polarne. Snorri i Convel. Wyczułem ich. Byli jakiś kilometr od nas. Niecały, ale jednak.
Po drugiej stronie, niedaleko nas, mignęły mi dwa ciała: jedno szare, drugie rude.
Schowałem się z powrotem do gawry.
- To nam się nie śniło - oświadczyłem twardo, chociaż miałem wrażenie, że moje łapy są z drewna.
Wypełzłem z gawry mimo protestów Floeado. Nabrałem powietrza w płuca i zawyłem z całych sił. Mój roztrzęsiony głos poniósł się daleko. Po chwili do mojego wycia dołączyło drugie, ewidentnie należące do wadery.
To Floe stanęła obok mnie i odrzuciła łeb do tyłu.
<Floe? Snorri? Ale chciałabym sama opisać walkę, bo mam genialną koncepcję :3>

Czytaj dalej »

środa, 24 sierpnia 2016

Od Mirabilisa (cd ?)

Skuliłem się w kącie, ale biały basior wyraźnie mnie dojrzał. Ale, co dziwne, rozpromienił się na ten widok i wybiegł z gawry.
Owszem, świat był piękny, ale także i okrutny. Na razie nie chciałem go poznawać bardziej.
Nie chciałem umierać.
Zauważyłem, że Celly i Floe nie trzymają się teraz matki, ale bez celu błąkają się po gawrze. I o ile mniejsza z wader była wystraszona, o tyle Celestial była po prostu wściekła, że ktoś zniweczył jej plan wyjścia na zewnątrz.
Zastanawiałem się, kiedy będziemy mogli już samodzielnie wychodzić z gawry i nie będą na nas cały czas zwracać uwagi. Wiem, że Snorri mówił coś o dwóch miesiącach, kiedy to będziemy się uczyli... no. Jak być wilkiem. A wilki nie siedzą cały dzień w legowiskach, prawda? Poza tym, mama mówiła, że w wieku sześciu miesięcy już będziemy polować jak dorośli!
<Ktokolwiek?>
Czytaj dalej »

wtorek, 23 sierpnia 2016

Mirabilis cd Celestial

Zza krzaków wyłonił się śnieżnobiały basior.
- Snorri! - Pisnęła Celestial i schowała się za Floe, która z kolei schowała się za mną. Obie dygotały, gdy basior podchodził do nas wolnym krokiem, przekrzywiając łeb. Położyłem uszy po sobie i przylgnąłem do ziemi, spinając mięśnie. To była pozycja obronna, która przypominała uległość. W rzeczywistości byłem gotowy do ataku.
Alfa zbliżył się do nas jeszcze bardziej; stanął tak blisko, że znalazłem się niemal między jego łapami.
Nie. Świat wcale nie był piękny. Nie za taką cenę.
- Celestial. Floeado. Nawet Mirabilis. - Snorri wymieniał nasze imiona, kręcąc głową z niedowierzaniem.
- My... - zaczęła Celestial.
- Żadne my! Doskonale wiem, co wy!
Milczałem nadal. Lekko trąciłem Floe tylną łapą. Tak, żeby basior tego nie zauważył. To był sygnał, że się zmywam.
Gdy Snorri zaczął nam wygarniać, upatrzyłem miejsce między jego łapami. Alfa spojrzał w niebo, a wtedy ja wystrzeliłem naprzód. Przemknąłem między łapami polarnego basiora, a gdy ten opuścił łeb na swoje córki, ja zniknąłem już w krzakach.
Biegłem tak dłuższą chwilę, kierując się naszymi zapachami; tam, gdzie były bardzo mocne, tam powinenem się kierować.
Wyłoniłem się spośród drzew dokładnie naprzeciwko gawry. Podbiegłem do wejścia i już miałem wślizgnąć się do środka, gdy dostrzegłem Calme. Szybko wycofałem się i skryłem z boku, przy wejściu.
- Snorri! - Zawyła Calme i wyszła przed gawrę, nawet mnie nie zauważając. Wykorzystałem chwilę i wpełzłem do środka, pospiesznie kładąc się na swoim legowisku i udając śpiącego.

Czytaj dalej »

Mirabilis cd Floe

Przeciągnąłem się i rzuciłem na małą wilczycę, zanosząc się głośnym śmiechem. Odpowiedziała mi tym samym. Lubiłem ją.
Denerwowało mnie tylko to, że była ode mnie większa. Wszyscy byli.
Coś w środku zżerało mnie od środka. Ciągłe ucieczki mamy, to, że mama była teraz nieprzyjazna oraz to, że praktycznie miałem tylko jedną osobę. Poza tym wszyscy dorośli się ciągle o coś niepokoili, a to nie było przyjemne uczucie. Wtuliłem się w ciepłe futro Floe, starając się zapomnieć o wszelkich nieprzyjemnościach tego dnia.
***
Obudziłem się głodny, jednak... w gawrze nikogo nie było oprócz dwóch małych wilczyc.
- Floe? Gdzie są wszyscy? - zapytałem zaniepokojony.
- Ja... Nie wiem. Nie wiem, gdzie poszła moja mama. - odpowiedziała mi, najwyraźniej tak samo zdezorientowana jak ja.
<Mirabilis? Convel, Twoja kolej c;>
Czytaj dalej »

niedziela, 21 sierpnia 2016

Mirabilis CD Floe

- Floe. - Postarałem się wypowiedzieć te słowa jak najwyraźniej. Otworzyłem szeroko oczka i rozejrzałem się. - Floe, gdzie Twój tata?
Wadera była w moim wieku, ale nadal była nieco większa. Również rozejrzała się dookoła, po czym wzruszyła ramionami.
- Dlaczego mówisz tylko do mnie? - Zmieniła temat. Miała cichy, spokojny głos.
Ściągnąłem brwi w zamyśleniu, szukając dobrej odpowiedzi.
- Bo ty jesteś jak siostra. - Zmarszczyłem nosek. - A mama wychodzi w nocy i wtedy tata ją goni. Nie lubię tego.
Floe przekrzywiła łeb, patrząc na mnie uważnie.
- Moja mama tak nie robi. Ona śpi przy nas spokojnie i karmi nawet w nocy.
- Wiem. Jak jestem głodny i mamy nie ma, to przychodzę do... waszej.
- Wtedy jest fajnie, bo jesteśmy we troje razem. I moja mama.
Zaległa cisza. Gdy chciałem coś jeszcze dodać, wrócili mama i tata, więc zamilkłem. Floe popatrzyła na mnie znacząco i uśmiechnęła się szeroko. To był znak do wznowienia zabawy. Merdając ogonami, znów zaczęliśmy tarzać się po ziemi.
<Floe?>

Czytaj dalej »