Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grayback. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grayback. Pokaż wszystkie posty

środa, 19 kwietnia 2017

Od Graybacka

- Kopę lat, mój stary przyjacielu... - usłyszałem gdzieś za sobą chrapliwy, słaby głos.
Otworzyłem oczy, lecz w pomieszczeniu było bardzo, bardzo ciemno. Poza tym, ten głos.. Nie poznaję go, ale wiem, że kiedyś na pewno go słyszałem. Kto to mógł być?
- Kim jesteś? - mruknąłem.
Spróbowałem się nawet podnieść, ale poczułem okropny ból w stawach i mięśniach. Powinienem... powinienem do kogoś wrócić. Do kogo? To nie jest moje miejsce. Bogowie, jest zimno. Bardzo, bardzo zimno. Jęknąłem cicho, znów próbując się podnieść. Zamiast tego boleśnie upadłem na pysk, rozbijając sobie nos, z którego zaczęła sączyć się krew. Gdzie ja do cholery jestem? Ktoś mnie woła. Grayback, Grayback, Grayback. Światło? Tak, to światło. Nie idź w stronę światła. To zawsze źle się kończy. Ale z drugiej strony stamtąd wylewa się ciepło. Nagle światło zaczęło się rozlewać, z czasem dotykając poduszek moich łap. Piekło.
- Kim jestem? - Głos podchwycił moje pytanie, a jego ton zrobił się chłodny, niemalże słyszałem go w swojej głowie. - Powinieneś wiedzieć, kim jestem. Zwłaszcza ty, Graybacku. Chociaż może nie powinienem mówić ci po imieniu?
Poznaję... tak, poznaję! Tylko jak on się nazywał? Pamiętałem to. Matka mi mówiła. Matka? Nie żyje. Zamknąłem oczy. Światło, ból, ulga, pieczenie. Krzyk i lament. Przeciągłe wycie, lokalizujące.
- Chyba musi wracać. - odezwał się inny głos. Kobiecy.
- Chyba tak. - mruknął pierwszy głos.
***
- Boże, zabiłem go! - usłyszałem rozpaczliwy krzyk nad swoim uchem i ujrzałem człowieka w ciemnoniebieskim stroju. Takim samym, jacy mieli ci ludzie, którzy zawieźli nas do klatek w "ZOO". 
- Nie panikuj. Widzisz? Oddycha. - przerwał mu drugi. 
Czułem nieznośny, pulsujący ból w jednej z łap. Czy ją też stracę?
- Ehh, nieważne. Wrzuć go do bagażnika. Nic się nie stanie, jak pomieszka trochę z naszymi kundlami. Może powiemy, że to jakaś świetna mieszanka do szukania narkotyków? Co ty na to?
- W porządku... - W jego głosie czuć było poczucie winy i zmieszanie.
Następnie jeden z ludzi podniósł mnie bez większego wysiłku. "Puszczaj!" - chciałem warknąć, ale z mojego gardła nie wydobył się żaden odgłos.

<kont. samodzielna>
Czytaj dalej »

niedziela, 5 marca 2017

Grayback cd Kangae

Ostrożnie chwyciłem Amber za kark. Mała wilczyca zaprotestowała, wymachując tymi małymi łapkami, lecz nie wydała z siebie żadnego dźwięku. Kątem oka zauważyłem wyraz pyska Kangae.
- Myślisz, że kiedykolwiek się odezwie? - szepnęła zaniepokojona, na chwilę odstawiając Shikę na ziemię.
- Nie wiem, Kan... - mruknąłem. Shika był taki gadatliwy.. Od urodzenia praktycznie. Za to Amber nic, żadnego dźwięku, swoje uczucia wyrażała przez mowę ciała. - A co, jeśli będzie niema?
Wilczyca przełknęła hałaśliwie ślinę. Właśnie, co wtedy? Przecież budowanie relacji opiera się głównie na słowach, długich rozmowach lub wspólnych historiach. Jeśli będzie niema, prawdopodobnie spadnie na sam koniec hierarchii, jako absolutny margines. Może nigdy nie znaleźć swojej bratniej duszy... Kto się nią zaopiekuje, kiedy mnie - nas - zabraknie? Kiedy zabraknie większości starszyzny? Convela, Calme? Właśnie... Co, jak trafi na wrogą watahę albo na wilka samotnika? Jak się wytłumaczy.
- Nie można tego zupełnie wykluczyć... - Kangae zagryzła wargę nerwowo. Widać, że również tym przejęła. W końcu każdy rodzic chciałby, żeby jego dziecko było zdrowe i szczęśliwe.
Wilczyca podniosła Shikę, który jak na komendę zaczął piszczeć i skomleć. Gdzie mogliśmy z nimi pójść? Łąka. Niedaleko, ciepła, mało zagrożeń. Wolnym krokiem, aby nie zrobić nic szczeniętom udaliśmy się właśnie tam.
Na Łące, jak się spodziewałem, było słonecznie. Ułożyliśmy obydwie puchate kulki na trawie, po czym sami ułożyliśmy się obok nich.

Kan? Wybacz długość

Czytaj dalej »

sobota, 25 lutego 2017

Grayback cd Kangae

Nie mogłem ukryć swojej radości, kiedy dwie małe kulki znalazły się przy Kangae.
- Shika i Amber. - powtórzyłem z uśmiechem. - Amber i Shika.
Wilczyca przytuliła do siebie maluchy i dokładnie je wylizała. Po którymś myciu wyglądały o wiele lepiej.
- Na początku myślałam... - zdołała z siebie wykrztusić po kilku minutach milczenia. - Że..
- Że..? - zachęciłem ją, chociaż i tak zapewne znałem odpowiedź.
- Że Amber urodziła się martwa. - Wadera hałaśliwie przełknęła ślinę.
- Też tak myślałem. - szepnąłem.
Tymczasem oba szczeniaki leżały wtulone w puch matki, a Amber powoli pełzła w stronę jej łapy. Urocze. Shika co prawda był mniej ruchliwy jak na razie, ale to się może niedługo zmienić. Delikatnie ułożyłem się obok Kangae i przeniosłem Amber do siebie. Też chciałem się poprzytulać do szczeniaczków.
- To co? Do domu? - zapytałem. Akurat ten moment wybrała sobie mała wilczyca, żeby zacząć szukać u mnie mleka. - Kan, one chyba są głodne.
Wilczyca roześmiała się, co kontrastowało z wyschniętymi już łzami. 

Kan? 
Czytaj dalej »

czwartek, 23 lutego 2017

Grayback cd Kangae

Obudziłem się przed moją ukochaną beczułką, ale nie zamierzałem jej budzić. Zamiast tego przycisnąłem się do niej bardziej, przykładając łapę do jej brzucha. I wiecie co? Poczułem to! Poczułem mały, niemalże niewyczuwalny dla zwykłego obserwatora ruch. 
- Kangae! - zawołałem radośnie, czym oczywiście obudziłem wilczycę. 
- Co, Gray? - mruknęła sennie. Zamrugała, aby pozbyć się resztek snu.
- Poruszyło się! - odparłem wyszczerzony. - Amber albo Shika! Któreś z nich się poruszyło!
Kangae uśmiechnęła się do mnie i trąciła mnie nosem. 
- Tak się cieszę, Gray... - szepnęła w moje futro na szyi. 
- Ja też. - zamruczałem i ucałowałem ją w pysk. - Nasze małe, śliczne kulki. Wyobrażasz to sobie? 
Bo ja sobie wyobrażam. Jedno podobne bardziej do mnie, drugie do Kangae. Malutkie, śliczne i na pewno bystre i inteligentne, a także silne i sprytne. 
- Może. - Uśmiechnęła się delikatnie. 
Chciała coś dodać, ale jej słowa przerwał krzyk. Całkiem niedaleki krzyk. 
- Gray...? - Jej oczy były rozszerzone. Może przez zdziwienie, może przez strach.
- Pójdę do sprawdzić. - zaoferowałem.
Poderwałem się z miejsca i otrzepałem z ziemi, po czym wychyliłem się z nory. Pusto. Cisza. Martwa. 
- Nic tu nie ma! - zawołałem, chociaż nie byłem pewny swoich słów.
Lepiej będzie, jeśli sprawdzę także okoliczne krzaki. To... to mógł być jakiś niesmaczny żart, prawda? Miałem nadzieję, że tak było. W końcu, była noc. Kto normalny o tej porze wychodziłby z nory, ewentualnie jaskini? Wolnym krokiem podszedłem do okolicznych zarośli, które okrążały nasze legowisko. Przełknąłem ślinę. Cisza. Nic nie wskazywało na to, żeby coś miało mnie zaatakować, więc rozchyliłem zarośla. To co tam zobaczyłem sprawiło, że krzyknąłem.
W krzakach leżała młoda wadera.
Zamordowana.

Kan?
Czytaj dalej »

Grayback cd Kangae

- Gray? - zapytała nagle wilczyca, przetaczając się na bok. Widać było, że coś ją nęciło.
- Tak, beczułko? - zamruczałem cicho.
Kangae ułożyła głowę na moim brzuchu i zamknęła oczy. Czułem jej ciepły oddech w swoim futrze.
- Jak wygląda poród? - mruknęła do mojego torsu. Jej pytanie zbiło mnie z tropu. Niby co takiego miałem powiedzieć...?
Zamknąłem oczy, próbując sobie przypomnieć jakiekolwiek szczegóły z porodu Magan. Cóż... To było dobre trzy, a może nawet cztery lata temu. O ile pamiętam, siedziałem wtedy przez bite dwie godziny w deszczu przed norą, ponieważ wadera na mnie nawarczała i nie pozwoliła wchodzić do środka. Po tych dwóch godzinach w końcu uległa, a ja po prostu usiadłem obok i patrzyłem z boku na cały "cud" narodzin. Szczerze mówiąc, to nowonarodzone szczenięta są niezbyt ładne. Dopiero po dokładnym umyciu zaczynają przypominać jakiekolwiek stworzenie, a konkretniej małe, puchate baryłki z czterema krótkimi łapkami i ogonkiem. Urocze.
- No więc... - zacząłem, próbując to wszystko ubrać w słowa. - Eee...
- Jakie są szanse na to, że młode nie przeżyją? - przerwała mi, a ja poczułem jak jej ciało się spina.
- U ciebie? Bardzo małe. - stwierdziłem, po czym uprzedzając jej następne pytanie, kontynuowałem swoją wypowiedź. - Co zwiększa te szanse? Gdybyś była otyła, chora lub starawa mogłabyś zginąć przy porodzie.
- Aha. - odparła. Niezbyt wyczerpująca odpowiedź.
Delikatnie pociągnąłem ją za ucho, po czym przytknąłem nos do jej brzucha. Ehh, ta naiwna wiara, że wyczuję jakiś ruch już dawno dała mi się we znaki. Nigdy jeszcze nie poczułem żadnego ruchu szczeniaka. Ciekawe, ile ich będzie...
- Jak myślisz, ile ich będzie? - zapytałem, przesuwając językiem po jej brzuchu.
- Sama nie wiem. - odpowiedziała. - Może jedno? Chociaż nie, to bardzo rzadko się zdarza... Cztery? To z kolei dla mnie trochę za dużo.
- A ile byś chciała? - Jej brzuch był przyjemnie ciepły.
- Może dwa? - zagadnęła. - Amber i Shika, co o tym sądzisz?
- Będzie świetnie. - powiedziałem. I, co najlepsze, naprawdę tak myślałem.

Kan? Wena wykopała sobie grób.
Czytaj dalej »

poniedziałek, 20 lutego 2017

Grayback cd Kangae

Uniosłem pysk ku górze, aby wyczuć jakąkolwiek nową nutę w tym miejscu. Nagle poczułem tak znajomy, przyjemny zapach. Kangae. Czyżby wracała do domu? Tak, to Kangae!
Powoli szła w stronę naszej nory, nie śpieszyło jej się. Kiedy już podeszła na tyle blisko, że mogłem dokładnie przyjrzeć się jej oczom zatrzymała się i zmierzyła mnie wzrokiem. Czekała na coś i oboje wiemy na co.
- Kangae... - zacząłem, nieśmiało machając ogonem. Nie potrafiłem ukryć radości.
- Tak? - Jej głos drżał. Najwyraźniej nie była pewna, czy mi wybaczać, czy na mnie prychnąć i sobie pójść.
- Przepraszam cię. - Położyłem po sobie uszy i na ugiętych łapach podszedłem do niej, po czym polizałem wilczycę po pysku.
- Za? - kontynuowała, ale widziałem, że przyjęła moje przeprosiny. Jej uszy nieznacznie przesunęły się w stronę czaszki.
- Za to, że jestem kretynem, który przelewa swoje cholerne traumy na ciebie i nie pozwala ci żyć normalnie. - dokończyłem, po czym położyłem się na plecach. Bardziej nie mogłem ukazać uległości.
Kangae uśmiechnęła się delikatnie i trąciła mnie nosem na znak zgody.
- Kocham cię. - wyznałem.
- Ja ciebie też. - odparła. Chwilę potem ułożyła się obok mnie.
- I wiesz co? - zagadnąłem, przesuwając pyskiem po jej szyi. - Zaopiekuję się szczeniakami, kiedy pójdziesz na wyprawę.

Kan? :3
Czytaj dalej »

sobota, 18 lutego 2017

Grayback cd Kangae

Odsłoniłem kły w stronę jej zadu. Nie było sensu za nią iść, niech się wykrzyczy. Prawdę mówiąc, nie zdarzyła mi się jeszcze podobna sytuacja, więc po prostu postanowiłem to przeczekać.
Martwiłem się? Oczywiście, że się martwiłem. Wiedziałem też, że próbując załagodzić sytuację jeszcze bardziej ją pogorszę.
Ziewnąłem szeroko, próbując się odstresować. Jak można się było spodziewać, nic to nie dało.
***
- Aleksieej! - ryknąłem, rozglądając się na boki. - Aleksieej?
Sam nie wiem, co mnie tutaj przywiało. Może potrzebowałem rady? Uhh, wszędzie tu było błoto. Nie, żeby mi to coś przeszkadzało, aczkolwiek... uh. Bagna były pewne dziwnych roślin i równie dziwnych zwierząt, a także pełno pozostałości po nieszczęśnikach, którzy nie mieli tyle szczęścia i po prostu utonęli w ich wodach. Coś trzasnęło pod moją łapą, więc automatycznie zwróciłem wzrok w tamtą stronę. Cóż... błąd. Właśnie zdeptałem jakiś mały, filigranowy szkielecik, zapewne jakiegoś gryzonia.
- Co tu robisz? - Cichy, niepokojący głos wyrwał mnie z zamyślenia. - Zazwyczaj nikt mnie nie odwiedza...
Spojrzałem na Aleksieja, który akurat wyciągał się na pniu przewieszonym nad wodą. Nie wyglądał, jakby był przestraszony perspektywą, że pień mógłby spaść, a on sam mógłby wylądować w brudnej wodzie, z której prawdopodobnie by się nie wydostał.
- Przyjaciele czasem się odwiedzają, nie? - zagadnąłem. Przysiadłem w miarę suchym miejscu, po czym mlasnąłem. Niezbyt tu miło.
- Przecież ty nie masz przyjaciół. - Lis wyszczerzył się szyderczo, po czym roześmiał. - Żartowałem. O co chodzi?
- Chodzi o... wilczycę. - wyznałem, czerwieniąc się. Czy ja już totalnie upadłem na głowę?
Aleksiej wymownie uniósł brew.

Kan? :<
Czytaj dalej »

piątek, 17 lutego 2017

Grayback cd Kangae

Zacisnąłem zęby. Kangae nawet nie wiedziała, jak bardzo ta wyprawa odbije się na mnie. Już jedną partnerkę straciłem, razem z nienarodzonymi szczeniakami. Nie zamierzałem na to pozwolić drugi raz.
Z drugiej strony, nie mogę jej tak ograniczać. Chciała zobaczyć świat, to normalne.
- W porządku... - wydusiłem z siebie po chwili krępującej, okropnej ciszy. - Możesz pójść.
- Naprawdę? - zapytała, a w jej oczach pojawiły się wesołe iskierki. Chciała jeszcze coś powiedzieć, ale szybko jej przerwałem.
- Ale tylko z kimś. - wtrąciłem do swojej wypowiedzi. - Inaczej poproszę Calme, żeby nie dała ci przekroczyć terenów watahy.
Wilczyca spojrzała na mnie zawiedziona. Zapewne chciała poczuć ducha przygody, a najlepiej się go czuje, kiedy jest się samotnym. Rzuciła mi błagalne spojrzenie i położyła po sobie uszy.
- Nie patrz tak na mnie. - mruknąłem. Po podłodze walały się ścięgna i inne niezjadliwe rzeczy. - Idziesz z kimś, albo wcale.
Padało? Tak, chyba padało. Deszcz monotonnie bębnił o pień, co wprawiało mnie w senny nastrój. Znużony ułożyłem łeb na łapach i westchnąłem boleśnie. Po chwili usłyszałem ciche warczenie, a kątem oka zauważyłem jak Kangae unosi wargę i odsłania ostre kły.
- Możesz przestać?! - wybuchła, sycząc jadowicie. - Jesteś okropny! Cały czas płaczesz jak mały bachor o to, że zostaniesz sam! Przestań być taki nadopiekuńczy, to irytujące! Dam sobie radę sama!
- Kan... - przerwałem łagodnie, ale nie zamierzałem się potem wstrzymywać.
- Żadne Kan! - warknęła ostro, jeżąc sierść na karku. - Przestań robić z siebie ofiarę losu!

Kan? :<

Czytaj dalej »

niedziela, 12 lutego 2017

Grayback cd Kangae

- A na co masz ochotę? - zapytałem, rozglądając się po lesie. Mam nadzieję, że Kangae nic się nie stanie, a także że chociaż trochę odpoczniemy od tego zgiełku miasta.
- Na cokolwiek. - Wilczyca uśmiechnęła się, po czym zastrzygła uszami gdzieś w stronę krzaków. - Słyszysz?
Faktycznie, kiedy się wysłuchało dało się usłyszeć - a także poczuć - jakiegoś zająca. Skrzywiłem się, gdy promienie słoneczne padły na mój pysk, boleśnie świecąc mi po oczach. No tak, jest lato... Cóż, chyba będę musiał dodać kolejną rzecz na listę rzeczy, które mnie denerwują: świecące zbyt intensywnie słońce.
- Dobra robota, Kan. - pochwaliłem wilczycę i wolnym krokiem zacząłem zbliżać się w stronę naszej zdobyczy. Kątem oka zauważyłem, że Kangae robi to samo.
Kiedy ja ostatnio polowałem...? Dawno nie miałem okazji, zamiast tego żywiłem się padliną i mięsem wyrzuconym przez ludzi. Aż się niedobrze robi. Ohyda.
Coś w zaroślach poruszyło się, a wtedy my mogliśmy dostrzec szarobrązowe, zajęcze uszy. Kangae w odpowiedzi ponownie się uśmiechnęła, po czym przykucnęła aby móc szybciej dopaść ofiarę, jeśli tylko się poruszy lub zacznie uciekać.
Postanowiłem stanąć z drugiej strony, na wypadek, gdyby wadera jednak go nie dosięgnęła. Chciałem zobaczyć, jak sobie poradzi sama, bez żadnej pomocy. Który to raz poluje sama?
Po chwili rozległo się ciche ujadanie i przerażony zając zerwał się do biegu. Kan puściła się tuż za nim, co jakiś czas powarkując lub potykając się o nierówny teren.

Kan?

Czytaj dalej »

sobota, 11 lutego 2017

Grayback cd Kangae

- Ciekawe, jak je nazwali. - rzuciłem do Kangae luźno.
- I ciekawe, jak wyglądają. - dorzuciła moja ukochana. - Ojciec czarny, matka biała. No no, ciekawa jestem co z tego wyjdzie.
W miarę jak poruszaliśmy się w głąb terenów naszej watahy, coraz bardziej rozpierało mnie szczęście. Jesteśmy w domu, jesteśmy parą, ona jest w ciąży. Prawdopodobnie, ale instynkt mi podpowiadał, że nie warto podejmować więcej prób.
- Ja jestem ciekawy, jak nasze będą wyglądały. - zaśmiałem się serdecznie.
- "Nasze"? - Wilczyca uniosła brew i również się uśmiechnęła. - Planujesz więcej niż jedno?
- No wiesz, zazwyczaj rodzi się więcej niż jedno szczenię. - mruknąłem. - Poza tym, pewnie będą piękne po matce...
Na pysk Kan wlał się rumieniec, co ja skwitowałem głośnym śmiechem. 
- Przestań. - odpowiedziała na moje spostrzeżenie zawstydzona. - Na pewno będą śliczne, to prawda, ale chciałabym też żeby były zdrowe. 
- Będą zdrowe. - zapewniłem szybko. Nie może być inaczej, żadne z nas nie jest chorowite. 
- Jeśli będą miały łapy po tobie, to ja podziękuję... - Wyszczerzyła się złośliwie i skubnęła moje ucho. 
Mruknąłem coś pod nosem, po czym wbiłem wzrok przed siebie. Znajome drzewa, znajome kwiaty, znajome kamienie. Zbliżaliśmy się do Legowiska, gdzie zapewne teraz czekała na nas Calme, razem z Celestial, Convelem i Moonem, jeśli jeszcze go nie zamordowała. No i oczywiście ze szczeniakami. Byłem ich cholernie ciekawy, zwłaszcza, że Celestial miała tylko rok w chwili porodu i zajścia w ciążę.
- Zobacz, tam są. - Kangae wskazała na kilka wilków, trzy białe i jednego czarnego jak węgiel. Czyli Moon jeszcze żyje. Ciekawe.
- Widzę. - Podeszliśmy bliżej, a wtedy ukazał nam się obraz naszej watahy.
Convel siedział tuż obok Calme z nieodgadnionym wyrazem pyska, zaś sama Calme co chwilę rzucała bluzgami w stronę Moona, a także pokazywała zęby i głośno kłapała szczękami. Jeszcze nigdy nie widziałem alfy w takiej furii...  Moon siedział z podkulonymi uszami przy Celly, a u jej boku zauważyłem dwie małe, puchate kulki.
- Witajcie. - Calme uprzejmie skinęła w naszą stronę głową, by zaraz wrócić do piorunowania wzrokiem Moona.
- Witaj. - odparła Kangae. - Mogę podejść?
- Jasne. - Celestial uśmiechnęła się i spojrzała na swoje szczeniaki. - Jasne, możecie podejść.
Korzystając  z okazji zbliżyliśmy się do szczeniąt - jedno było białe jak śnieg, a drugie czarne jak noc.
- Jak mają na imię? - zainteresowałem się, przykładając nos do brzuszka tego białego. Wilczek zakwilił i oparł obie łapki na moim pysku.
- Ten czarny to Kasai, a ten biały to... - zaczęła Celly,
- Snorri. - dokończyła alfa. - Snorri II.
- My też chcielibyśmy wam coś ogłosić... - szepnęła Kangae, a wtedy wszystkie spojrzenia skupiły się na niej.

Kan? :3
Czytaj dalej »

piątek, 10 lutego 2017

Grayback cd Kangae

Nie mogłem się powstrzymać. Serdecznie uściskałem wilczycę, po czym ucałowałem w policzek.
- Gray, dusisz mnie. - zaśmiała się i ostrożnie położyła łapę na mojej piersi. - No już, mieliśmy pójść do Calme i Convela.
A co to się liczy? - chciałem zapytać, ale tego nie zrobiłem. Zamiast tego pociągnąłem ją pieszczotliwie za ucho i odskoczyłem w bok, radośnie piszcząc oraz skomląc. Wadera uśmiechnęła się szeroko, po czym skierowała nas na wydeptaną, dobrze znaną ścieżkę.
Dopiero teraz naprawdę ochłonąłem po słowach, a właściwie po słowie, jakie wypowiedziałaa Kangae. Ale... czułem jakieś gorzkie uczucie, które kazało mi zostawić wszystkie sprawy rodziny w spokoju i nigdy do nich nie wracać. Czułem, jakbym miał ją tym skrzywdzić.
- Kangae... - zacząłem, nerwowo przygryzając wargę. - No bo...
- No bo...? - podchwyciła.
- Poród boli. - wykrztusiłem z siebie po chwili walki.
- Czy ty mnie próbujesz zniechęcić? - Uniosła brew, a lewy kącik jej ust uniósł się ku górze.
- Nie, wcale nie. - mruknąłem. - Po prostu chcę żebyś wiedziała na co się piszesz.
Prawdę mówiąc, poród był naprawdę ciężką sprawą. Magan była wycieńczona przez jakiś tydzień, a Calme również nie miała się zbyt dobrze.
- Spokojnie, Gray. - powiedziała lekko uspokajającym głosem. - Wiem, na co się piszę. Poród boli, a szczeniakami trzeba się opiekować przez całe życie. A czy sam moment, no... boli?
- Nie. - odparłem po chwili namysłu. Przynajmniej moja była partnerka nie skarżyła się na jakikolwiek ból. - Nie boli, ale dość długo trwa.
Zmrużyłem oczy widząc pędzącą ku nas białą postać. Musiała minąć chwila, zanim w ogóle ją z kimś skojarzyłem.
- Kan! Gray! - wykrzyknęła radośnie Calme, rzucając nam się na szyje. - Gdzieście byli tyle czasu?!
- Długa historia... - Uśmiechnąłem się i odwzajemniłem uścisk wadery. Kangae zrobiła to samo. - Coś nas ominęło?
- Tak, Gray, tak! - parsknęła, nagle przechodząc z radości w zdenerwowanie. - Ten kundel, ta przybłęda... zrobiła Celly szczeniaki!
- Woah, spokojnie. - Podjąłem się próby uspokojenia jej. Celly w ciąży...? Przecież to jeszcze dziecko.
- Nie będę spokojna! - warknęła biała wilczyca tak, że moja partnerka aż położyła po sobie uszy. - Kan, spokojnie, do was nic nie mam. Cieszę się, że żyjecie, ale opowieść będziecie musieli zostawić na następny raz.
- Jesteś zajęta? - odgadłem, po czym delikatnie objąłem Kan. Wilczyca zamruczała cicho i wtuliła się we mnie.
- Tak. - W jej oczach rozbłysły mordercze ogniki, po czym zauważyła naszą pozycję i na jej pysk wlał się szkarłatny rumieniec. - Wy chyba też macie jakieś sprawy do załatwienia...
W rzeczy samej. Bardzo, bardzo ważne sprawy.
- Do zobaczenia! - pożegnała się, a my usłyszeliśmy jeszcze warkot: - Zabiję cię głupi kundlu! Na coś ty w ogóle zbliżał się do mojej córki, parszywy mieszańcu?!...

Kangae polizała mnie po policzku i jak gdyby nigdy nic spojrzała w oczy. Dobrze wiedziała, że tylko mnie tym kusi i robiła mi to po prostu na złość. Za każdym razem, kiedy już zagarniałem ją pod siebie na jej pysk wstępował złośliwy uśmieszek i tylko cicho szeptała:
- Jeszcze nie tutaj...
- Każde miejsce jest dobre. - odpowiadałem, nie za bardzo wiedząc, co właściwie mówię. Po prostu wlokłem się za wilczycą.
Jej ogon był przerzucony na bok, a ona sama poruszała się w inny sposób niż zwykle. Mała złośnica.
W końcu doszliśmy do jakiegoś miejsca na obrzeżach watahy, a właściwie do jakiejś nory z pnia drzewa. W środku była wyścielona mchem, a jej pień porosły jakieś żółte kwiatki. Kogo to teraz obchodzi? Powietrze było rześkie, a słońce ogrzewało ziemię swoimi promieniami. Nim się obejrzałem, Kangae zniknęła w norze i zaczęła nawoływać mnie cichym świergotem. Warknąłem cicho z podniecenia. Nie zamierzałem dłużej czekać. Jednym, szybkim susem znalazłem się w środku nory, a następnie równie szybko zagarnąłem ją pod siebie i ostrożnie, ale stanowczo złapałem Kangae za futro na karku. Wilczyca pisnęła, ale zaraz potem poczułem jak się rozluźnia.
- Pamiętaj, że cię kocham. - szepnąłem jej do ucha. - Będę delikatny.
I właśnie tym akcentem rozpoczęliśmy naszą pierwszą, upojną noc. Zostanę ojcem. To prawdopobnie najlepsze uczucie na świecie.

Kaaan? :v
Czytaj dalej »

Grayback cd Kangae

Zmarszczyłem nos. To miejsce, choć już opuszczone, nadal było tym samym, brudnym czarnym rynkiem. Cudownie.
- Trochę tu obskurnie. - oznajmiłem i rozejrzałem się.
W głębi serca byłem okropnie podekscytowany, zresztą, kto by nie był. To pierwsze miejsce, do którego trafiliśmy, więc łatwiej będzie znaleźć drogę do domu.
- Gray? - Kangae najwyraźniej musiała zobaczyć wesołą iskierkę w moich oczach. - Wszystko w porządku?
- Tak. - odparłem, lekko się uśmiechając. - Kan, pomyśl! Przy dobrych wiatrach będziemy za kilka godzin w domu! Przy naszej watasze, Calme, Convelu i dzieciakach... - zawahałem się. A co, jeśli oni nas już skreślili? Uznali za zdrajców lub wilki niegodne zaufania? Jeśli nas już nie chcą...
- To by było cudowne. - rozmarzyła się. - Ale teraz się skup. Wytęż słuch i węch. Jeśli wiatr zawieje z odpowiedniej strony, nie będziemy musieli się długo zastanawiać gdzie iść. Poczujemy zapach lasu.
- A jeśli nie? - zapytałem, trącając łapą jakąś czaszkę. Była malutka, mniejsza od mojej łapy. Ciekawiło mnie, do kogo wcześniej należała.
- Może coś zawyje? - mruknęła cicho, jakby sama w to nie wierzyła. Widząc, że sam zamierzam to zrobić, szybko mnie szturchnęła. - Nie, bo jeszcze jakiś człowiek nas usłyszy. To zbyt ryzykowne.
- W takim razie co robimy? Siedzimy i czekamy na objawienie? - parsknąłem i usiadłem na brudnym, zniszczonym bruku. - Nie pamiętasz może, skąd nas przywieźli?
- Nie... - zaczęła, ale zaraz zerwał się wiatr.
To nasza szansa. Jeśli wyczujemy zapach runa leśnego, jesteśmy uratowani. Jeśli nie... musimy zaczekać na kolejną szansę.
Nagle poczułem, jak delikatny zapach świeżej ziemi pieści moje nozdrza. Był on najsłodszą wonią, jaka tylko istnieje. Tylko skąd go czuć? Północ, południe czy zachód? A może wschód?
- Tędy! - zawołałem i rzuciłem się do szaleńczego biegu. - Szybko, Kan! Nie ma co tracić czasu!
Choć ostry bruk i żwir raniły nasze łapy, nie zamierzaliśmy się zatrzymać. Gdzieś tam w końcu czekało nas ukojenie...

Kan?
Czytaj dalej »

czwartek, 9 lutego 2017

Grayback cd Kangae

Spojrzałem na twarz mojej partnerki. Wilczyca była w miarę zadowolona, ale nieco śpiąca.
- Gray? - zamruczała, tuląc pysk do mojego policzka.
- Tak? - Delikatnie pociągnąłem ją za jej uszko, po czym położyłem obok siebie.
- Musimy wstawać? - Uśmiechnęła się lekko i machnęła ogonem.
- Obawiam się, że tak. - mruknąłem, po czym ją ucałowałem. - Chyba chcemy się dostać do watahy jeszcze przed sezonem, nie?
- Tak. - odparła.
- No to nie zostało nam zbyt dużo czasu, a przynajmniej moje hormony dają o sobie znać. - oznajmiłem i wstałem, po raz kolejny się przeciągając.
Kangae już otworzyła pysk, żeby coś powiedzieć, ale w ostatniej chwili się powstrzymała.
- No to gdzie idziemy? - Po chwili również ona wstała z tymczasowego legowiska, a także ziewnęła.
- Powinniśmy. - wymamrotała.
Rozejrzałem się w poszukiwaniu zagrożenia ze strony ludzi. Aktualnie nasza uliczka była pusta, więc nic nam nie groziło. Mam nadzieję, że stąd wcale nie jest tak daleko do targu, ale wszystkie moje zmysły podpowiadały mi inaczej. Czułem, że jesteśmy na straconej pozycji.  Prawdopodobnie nigdy nie odnaleziemy watahy, a jeśli już to na pewno nie w jednym kawałku. Ile to nam zajmie...? Policzmy. Jechaliśmy kilka godzin na targ, potem kilka godzin do zoo...
- Kan? - Wpadł mi do głowy pewien pomysł. - Widziałaś, którędy jechaliśmy na targ?
- Chwila... - Potarła łapą nos. Szczerze wątpiłem w to, że pamięta cokolwiek. Przecież to było jakiś tydzień temu, jak nie więcej. Poza tym, byliśmy jeszcze pod wpływem środków usypiających, więc nawet nie zachowaliśmy trzeźwości umysłu podczas jazdy, a wtedy moglibyśmy zobaczyć, z którego miejsca mniej więcej odjechał samochód. - Gray, tak, pamiętam!

Kan?

Czytaj dalej »

środa, 8 lutego 2017

Grayback cd Kangae

Nagle chłód tego świata przestał się liczyć, gdy tylko zamknąłem w objęciach swoją ukochaną. I, skrycie, tak żeby nie słyszała szepnąłem:
- Ciebie nikt mi nie zabierze...
Wilczyca lekko drżała, niemalże czułem jej radość, więc trudno było się powstrzymać od szerokiego uśmiechu. Tylko ona i ja.
- Niedługo wrócimy do domu, a wtedy będziesz już ze wszystkimi wilkami, które są ci bliskie. - zamruczałem, delikatne pieszcząc jej szyję.
- Myślisz, że wrócimy? - mruknęła cicho i zamknęła oczy.
- Na pewno wrócimy. - zapewniłem ją. - Na sto procent. Obiecuję ci to.
- W takim razie trzymam cię za słowo. - Uśmiechnęła się.
Zmrużyłem oczy. Właśnie, jak się tam dostaniemy? Przecież wieźli nas kilka godzin, a potem jeszcze kilka. Najpierw musimy wrócić na miejsce targu, a stamtąd jakoś wyczuć zapach lasu lub tamtego samochodu. Trudne, ale wykonalne.
Nim się spostrzegłem, Kangae przywłaszczyła sobie każdy skrawek mojego ciała i rozłożyła się wygodnie. Jej pysk wylądował tuż przy moim nosie, co oczywiście szybko wykorzystałem.
- A co będzie potem? - zapytała, przyciągając się.
- Potem? - odpowiedziałem pytaniem na pytanie i zmieniłem pozycję. Co prawda Kan nie była zbyt ciężka, ale nawet taki mały ciężar w niewygodnej pozycji potrafi nieźle dopiec.
- Tak, potem. - Przewróciła się na bok, po czym wcisnęła głowę w mój brzuch.
- Wrócimy do watahy. - zamyśliłem się. To nie było łatwe pytanie. Nie dało się na nie prosto odpowiedzieć. - No i...
- No i? - ponagliła.
- No i będziemy tam sobie żyć. Kto wie, może w międzyczasie nasza mała rodzina urośnie.. - Uśmiechnąłem się z lubością.
Usłyszałem ciche parsknięcie, po czym wadera przewróciła się na brzuch i oparła przednie łapy na moim boku.
- Co masz na myśli? - Przysunęła się bardziej, po czym wtuliła się w moje futro.
- Wiesz, kiedy mamusia i tatuś wie bardzo kochają... - zacząłem, po czym głośno parsknąłem śmiechem.
Kangae spojrzała na mnie rozbawiona i położyła uszy po sobie.
- Chodźmy spać. Jutro musimy zacząć działać. - nakazałem. - Dobranoc, malutka.

Kan?

Czytaj dalej »

Gray cd Kangae

- Kan...? - zapytałem niepewnie, wciskając ogon między nogi. - Kaan, oni się na nas patrzą. Musimy stąd wiać..
Wilczyca jednak nie dała żadnego znaku, że mnie słyszy. Dziewczynka wyciągnęła rękę, po czym zaczęła nią machać, wskazując na Kangae. Po chwili dobiegł nas jej pisk:
- Maamo! Taato! Zobacz, ten piesek wygląda jak nasza Lota!
Zaalarmowani rodzice szybko odwrócili wzrok w naszą stronę, starając się namierzyć obiekt zainteresowania dziewczynki. Natomiast wadera stojąca obok mnie zachowywała się co najmniej dziwnie. Położyła po sobie uszy, a jej ogon był wprawiony w ruch. Już na drżących łapach zbliżała się do dziewczynki, gdy ciszę rozdarł krzyk ojca.
- Willow, odsuń się! To nie nasza Lota, to wilk! - warknął na podobieństwo zwierzęcia, po czym chwycił luźną cegłę wystającą ze zniszczonego murku.
Wychyliłem się zza niej, po czym obnażyłem kły i uniosłem ogon do góry. Niech wiedzą, że lepiej jej nie atakować. Kangae wcisnęła ogon między nogi i cofnęła się w strachu. Jej pysk wyrażał zdziwienie i ból. Przez chwilę jej spojrzenie zatrzymało się na ludziach, po czym zaskomlała i odskoczyła w bok, akurat unikając lecącej cegły. Ostatni raz tęsknię spojrzała w ich stronę, następnie puściła się biegiem w jeden z zaułków. Z pogardą spojrzałem na ludzi i poszedłem w jej ślady, po drodze przewracając jeden z kubłów na śmieci. Jego zawartość wysypała się na ziemię.
- Gray? - Usłyszałem cichy głos pełen żalu. - Tu jestem..
Moja uszy skierowały się w stronę tamtego dźwięku, a następnie ujrzałem schowaną pod schodami Kangae.
- Kan, co to byli za ludzie? - zapytałem ostrożnie, przysiadając na przeciwko niej.
- To byli moi byli właściciele. - burknęła, po czym ukryła pysk między łapami.
To okropne, zostać potraktowany jak ostatni szkodnik przez osoby, które niegdyś obdarzyły miłością i ciepłem. Czy oni nie mają za srebrnika sumienia? Zostawić tak przyjaciela, a wcześniej go zranić? Ale czego innego można się spodziewać... W końcu to ludzie, nic więcej.
- Może cię nie rozpoznali? - spróbowałem ją pocieszyć. Raczej mi nie wyszło.
- Willow mnie rozpoznała, przecież słyszałeś. - mruknęła smutno i podniosła głowę, aby spojrzeć na mnie. - Ludzie są paskudni.
Ugryzłem się w język, żeby nie przyznać jej racji. Tak, są paskudni i okrutni, to prawda, ale nie chciałem jej mówić tego po raz setny, a może i sto pierwszy.
- Mogli się wystraszyć. - zaproponowałem. Szczerze mówiąc, Kangae już w niczym nie przypominała psa. - Wyglądasz jak normalny wilk, a ludzie się ich boją. Boją się tego, czego nie znają.
- Jasne. - westchnęła, na powrót kładąc pysk między łapami. Poczułem się zobowiązany ją chociaż trochę pocieszyć. Jeśli nie słowami, to gestem. - Mówisz tak tylko dlatego, żeby nie było mi smutno.
Obok niej było jeszcze trochę miejsca, więc położyłem się tam, aby móc poczuć jej ciepło. Ostrożnie położyłem swój łeb na jej kłębie i sprawną łapą objąłem przy klatce piersiowej. Zadrżała pode mną i poczułem, jak wtula się mocno w moje futro. Mam nadzieję, że chociaż to ją trochę uspokoi.
Na dworze powoli się ściemniało, a te schody były bardzo dobrym miejscem na odpoczynek. Chroniły przed wiatrem i zimnem, a także przed ciekawskimi spojrzeniami.
- A ciebie ktoś kiedyś skrzywdził? - odezwała się, pociągając nosem.
- Można tak powiedzieć. - skrzywiłem się.
- A co ci zrobili? - zagadnęła.
- Pozbawili życia całej mojej rodziny. - odpowiedziałem ponuro, jednocześnie kładąc po sobie uszy. - Matkę, ojca, partnerkę, szczenięta...
- Miałeś partnerkę? - Poczułem, jak otwiera pysk ze zdziwienia.
- Tak. To było przed tym, jak straciłem łapę. - odparłem. Nie zamierzałem się z tym kryć.
- I szczeniaki? - mruknęła cicho. - Jak mieli na imię?
- Moja partnerka miała na imię Magan. - przypomniałem sobie. - A szczenięta... Lilac, Moro, Blade i Allegro.
- Ładnie. - stwierdziła wilczyca.
- A ty, miałaś kiedyś partnera? - zrewanżowałem się.
- Nie. - Wstydliwie spuściła wzrok.
- A byłaś zakochana? - Delikatnie pociągnąłem ją za ucho, starając się nie zrobić jej krzywdy.
- Nie wiem, czy to można tak nazwać. Podobał mi się taki jeden Golden, miał na imię Swallow... - wyznała.
Wziąłem głęboki wdech. Jeśli nie teraz, to nigdy.
- A chciałabyś mieć partnera? - Zamknąłem oczy i z niecierpliwością czekałem na odpowiedź.
- Hę? - zamruczała.
- Spytałem cię o chodzenie. - Uśmiechnąłem się.

Kan?

Czytaj dalej »

wtorek, 7 lutego 2017

Grayback cd Kangae

- Na pewno ich znajdziemy. - powtarzałem, choć ja sam trafiłem w to jakąkolwiek nadzieję.
A co, jeśli nas nie szukają? A wręcz cieszą się, że zniknęliśmy? Może już nas nie chcieli...
- Ty chyba sam w to nie wierzysz, Gray. - westchnęła boleśnie.
Bądź co bądź, miała rację. Niezbyt wierzyłem w to, że uda nam się odnaleźć watahę. A nawet jeśli.. Co, jeśli nas nie poznają? Albo wygonią, bo uznają to za zdradę stada? Nie odpowiedziałem na jej westchnienie, zamiast tego wdrapałem się na niezbyt wysoki murek. Stąd miałem lepszy widok na blokowiska, beton, samochody i brud panujący w mieście. Jak daleko od domu byliśmy? Zapewne bardzo, bardzo daleko. Ale tamtych wilków nikt nam nie zastąpi. Calme, Convel. Może jednak na nas czekają?
- Mam pewien ryzykowny plan, Kangae. - oświadczyłem cicho.
- Lepszy taki, niż żaden. - Wzruszyła ramionami. - Mów.
- W porządku. - zacząłem. Musiałem zebrać fakty. - Poruszamy się cały czas na północ. Od czasu wyjemy, aby sprawdzić, czy nam opowiedzą. Jeśli tak, to jesteśmy coraz bliżej celu.
- A jeśli nie? - wtrąciła się Kan.
- Idziemy dalej. - mruknąłem.
- Aż umrzemy? - zapytała z przekąsem, po czym złożyła głowę na łapach.

Moja wena. Ona umarła. Kan?

Czytaj dalej »

Grayback cd Kangae

- Wiesz, nie chcę być okrutny, ale zarówno Alegria jak i Tuke mogliby nie przetrwać nocy na wolności... - szepnąłem i pokręciłem łbem. To niemal pewne.
- Czemu tak myślisz? - zapytała, śledząc wzrokiem przechodzących nieopodal ludzi.
Zagryzłem nerwowo wargę. Niby co miałem jej powiedzieć? Była w tej samej sytuacji.
- Oni byli całe życie karmieni z ręki. Zresztą, sama widziałaś... nie potrafili sami zabić kurczaka, a co dopiero sarnę czy zająca? - Ułożyłem się w wygodnej pozycji i spokojnie rzuciłem wzrokiem na otaczający nas teren.
Kangae mruknęła coś niewyraźnie, po czym wychyliła głowę zza rogu.
- Chyba możemy iść. Nikt nie idzie. - oznajmiła.
Ostrożnie wychyliłem się i zaciągnąłem się brudnym, miejskim powietrzem. Nagle poczułem głód, może spowodowany stresem. Oparłem się przednimi łapami o jeden z koszy i wsadziłem tam pysk. Wiem, że czasem robią tak bezpańskie psy.
- Co ty robisz? - parsknęła Kan, nerwowo przestępując z nogi na nogę.
- Zdobywam jedzenie. - mruknąłem, po czym wyciągnąłem jakieś małe pudełko. Intensywnie pachniało mięsem.
Z brzucha wadery wydobyło się głośne burczenie.
- Jedz, to dla ciebie. - Postawiłem zawiniątko między jej łapami, a ona się skrzywiła. - Raczej nic lepszego nie znajdziemy. No chyba, że chcesz polować na psy lub koty.


Kan?
Czytaj dalej »

niedziela, 5 lutego 2017

Grayback cd Kangae

Kangae powoli zasypiała, a ja nie chciałem jej budzić, ale jednocześnie bardzo chciałem ją przytulić. Ostrożnie przełożyłem ją na imitację miękkiego runa i położyłem się tuż obok, aby móc ją objąć. Pysk delikatnie wtuliłem w jej futro na piersi, gdzie czułem bicie jej serca. Wkrótce potem zasnąłem na te kilka godzin.
***
- Wstawajcie! - zapiszczała wadera, wygrywając mnie ze snu. - To już za pięć minut!
- W porządku, nie krzycz. - mruknąłem, po czym delikatnie trąciłem Kangae nosem.
Kiedy wilczyca się oddaliła, szepnąłem do  najpiękniej z wader leżącej obok mnie:
- Wstajemy, Kan. To już za chwilkę.
Kan otworzyła oczy i zamruczała coś niewyraźnie, po czym skierowała wzrok na mnie.
- No, wstajemy, wstajemy. Musimy zająć dobrą pozycję przy drzwiach. - Uśmiechnąłem się do niej szeroko.
Wilczyca poderwała się z ziemi i ziewnęła. Była jeszcze trochę senna, co ja wykorzystałem aby skraść jej pocałunek.
- Chodź! - zawołałem wesoło.
Przy bramce były zarośla, które zapewne miały ją ukryć, ale teraz ukryją nas, abyśmy mogli odzyskać wolność. Wystarczy trochę cierpliwości i odrobina szczęścia..
Przykucnąłem w krzakach pociągając za siebie Kan. Zoo było jeszcze zamknięte, więc jak uciekniemy, to nic nie będzie nam stało na przeszkodzie.
- A co, jak się nie uda...? - zapytała z niepokojem Kangae. Była ukryta tak samo, jak ja.
- Musi się udać. - odpowiedziałem z przekonaniem. - Po prostu musi. A teraz cichutko...
Ktoś przechodził przez korytarz, zapewne to nasz nowy opiekun. Obniżyłem pozycję jeszcze bardziej, aby nie zostać wykrytym. W końcu usłyszałem upragniony dźwięk zamka, a Kangae rzuciła mi pytające spojrzenie. Pokręciłem łbem, jeszcze nie. Musi wejść.
Po chwili drzwi uchyliły się, i do klatki wszedł postawny mężczyzna z ubraniu pracownika zoo. Miał przy sobie wiadro z padliną i ten kij, który tak źle mi się kojarzył. Zrobił kilka kroków w przód, po czym omiótł pomieszczenie wzrokiem, zapewne poszukując wilków. Drzwi oczywiście nie zamknął. Dałem sygnał do ucieczki.
Pierwszych kilka ruchów należało wykonać bardzo, bardzo ostrożnie aby nikt nie zorientował się, że coś się poruszyło. My, wilki, jesteśmy w tym mistrzami.
Postawiłem łapę na progu, po czym wyczołgałem się tuż za róg, czekając na moją towarzyszkę. Najgorsza część za nami. Podłogę w pawilonie pokrywała wykładzina, więc nie było słuchać naszego szaleńczego biegu. Zaledwie kilkaset metrów dzieliło nas od uprawnionej wolności...
To były sekundy - nie patrzyłem za siebie, tylko przed. Odruchowo omijałem wszelkie przeszkody oraz co jakiś czas sprawdzałem, czy Kangae również biegnie. W końcu wybiegliśmy przed pawilon, a wtedy już nie mogłem ukryć podniecenia.
- Gotowa? - zapytałem, śmiejąc się do siebie.
- Gotowa. - Skinęła głową, również się uśmiechając.
- Trzy, czte-ry! - zawołałem i oboje puściliśmy się pędem w stronę bramy. Odległości między kratami były na tyle duże, że mogliśmy się bez problemu przez nie przecisnąć. Więc co mieliśmy zrobić? Po prostu się wydostaliśmy. Teraz naszym jednym zadaniem była ucieczka jak najdalej, aby nie mogli nas wytropić.
Nie wiem, ile biegliśmy, ale bolały mnie już łapy i potrzebowałem odpoczynku. Wiem jedynie, że tu nas nikt nie znajdzie.
- Kocham cię, Kangae. - wyznałem. - Po prostu cię kocham.

Kan? :3

Czytaj dalej »

Grayback cd Kangae

- Możemy już wracać, Gray. - rzuciła do mnie.
Niezbyt uśmiechała się do mnie wizja powrócenia do przeszklonej klatki, ale tam przynajmniej można się schować.
- Chodźmy. - westchnąłem i podniosłem się z ziemi. - Kiedy będzie ten nowy?
- Jutro. - odpowiedziała cicho, rzucając mi krótkie, pełne nadziei spojrzenie. - Myślisz o tym samym co ja?
Przystanąłem i niemalże od razu zamknąłem oczy pozwalając na rozmarzenie się. Tak... To może być nasza szansa. Jest nowy, może zapomni zamknąć drzwi. Albo nie będzie mógł sobie z nimi poradzić.. To prawdopodobne.
- Tak, Kan. - Uśmiechnąłem się. - Już niedługo.
Wilczyca odpowiedziała mi krótkim uśmiechem i skierowała się do naszej zamkniętej klatki. Powietrze powoli robiło się coraz chłodniejsze.
Przekroczyłem bramkę i od razu zacząłem szukać jakiejś kryjówki dla dwóch wilków, mnie i Kangae.
- Dostaniemy jeszcze jakaś padlinę? - zapytałem, po czym ziewnąłem. Byłem trochę zmęczony.
- Alegria mówiła, że tylko smaczka po zamknięciu zoo. - odparła wilczyca i ułożyła się przy prowizorycznej norze.
- Czyli nic ciekawego. - skwitowałem. - Mogę?
- Hm? - mruknęła, układając pysk na łapach.
- Położyć się obok. - poprosiłem i położyłem po sobie uszy.
- A... - Odwróciła wzrok gdzieś w głąb nory. - Jasne, kładź się. Jest dużo miejsca.
Za zgodą wadery ułożyłem się obok niej, po czym spojrzałem w jej stronę i wyszczerzyłem się.
- Kangae, może jutro uciekniemy... - zaśmiałem się. Tak bardzo chciałem w to wierzyć.
- Myślisz, że powinniśmy im o tym mówić? - Rozejrzała się w poszukiwaniu innych wilków.
- Uważam, że tak. Oprócz Algierii, oczywiście. - parsknąłem rozbawiony.
- Gray... - Zaśmiała się cicho. - Mnie też ona denerwuje, ale tak nie można. Weźmiemy wszystkich, dobrze?
- Dobrze. - zgodziłem się. - W skali od jednego do dziesięciu... Jak bardzo ci zależy na otrzymaniu smakołyka od Hannah?
- Minus dwa? - Uniosła brwi i uśmiechnęła się lekko. - Poza tym, jestem zmęczona. Nie będziesz miał nic przeciwko, jak się zdrzemnę?
- Nie, oczywiście, że nie. - Położyłem łeb na łapach. - Dobranoc, Kan.
- Dobranoc, Gray. - zamruczała. Nie byłem pewny czy spała, ale miała zamknięte oczy.
Westchnąłem cicho i przysunąłem się bliżej, aby móc podziwiać jej profil. Była piękna. I prawdopodobnie nieosiągalna, przynajmniej dla mnie. Prawdopodobnie zachowałem się jak egoista, ale skoro spała, raczej mogłem sobie na to pozwolić.
Ostrożnie zająłem się jej futrem na szyi, po czym delikatnie ucałowałem w pysk. Tak, była zdecydowanie śliczna. Dzisiejszą noc, czy tego chce, czy nie, spędzi w moich objęciach. Przynajmniej będzie jej ciepło. Ułożyłem ją na swoim boku, po czym położyłem łeb na jej grzbiecie. Czułem jej miarowe uderzenia serca. Powoli zamknąłem oczy, które i tak same się zamykały ze zmęczenia.

Kan? ^^

Czytaj dalej »

Grayback cd Kangae

Kangae była zamyślona, a ja postanowiłem jej nie przeszkadzać. Po chwili jednak sama się odezwała:
- Gray? - Jej głos był delikatny, ale i zdecydowany.
- Tak? - zapytałem cicho, przyglądając się swoim łapom. Musimy się stąd wydostać.
- Myślę, że twój pomysł nie jest taki zły. - stwierdziła. - Ma szansę się udać, ale musimy się bardzo, bardzo postarać.
- Wiem o tym. - zaśmiałem się ponuro. - Ta szansa jest bardzo, bardzo mała.
Obok nas przebiegły dwa inne wilki, Ayame i Alegria. Po minie tej młodszej stwierdziłem, że zaraz zostaniemy zalani potokiem słów.
- Słyszeliście!? - Bogowie, jak ona się wydzierała. - Będą szczeniaczki! Malutkie, puszyste kulki! Mam nadzieję, że przydzielą mi kogoś ładnego...
- Jesteś za młoda. - stwierdziła spokojnie Ayame.
- Nieprawda! - zaprzeczyła, a jej policzki zaczerwieniły się. - A poza tym, słyszeliście, że będzie nowy opiekun?!
- Nie drzyj się tak, na litość. - warknąłem. Ta mała była naprawdę denerwująca.
- Naprawdę! - krzyknęła ponownie raniąc moje uszy. - I to będzie chłopak Ayame, słyszałaś?! On!
- Taaa, świetnie. - mruknęła. Jej chyba też działała na nerwy.
Uśmiechnąłem się do Kangae. Nasza szansa. Nasza jedyna szansa.
- A myślicie, że kto z kim będzie...? - Rzuciła po nas wzrokiem z wypiekami na pysku.
- Alegria! - krzyknęła gniewnie Ayame. - Przestań! To nie jest zabawa, to poważna sprawa.
- Właśnie, słuchaj się starszych. - poparłem ją i usiadłem tuż przy Kan.
- A czy wy jesteście parą? Pewnie nie macie nic przeciwko, prawda? - Oczy Alegrii zaświeciły się. Jej hobby to wtrącanie nosa w nie swoje sprawy.
- Tak się składa, że nie jesteśmy parą i mamy bardzo dużo rzeczy przeciwko temu. - odparłem chłodno, po czym położyłem się w cieniu drzewa.
Wilczyca parsknęła i pobiegła szukać szczęścia gdzie indziej, więc zostaliśmy z Kangae sami. Spojrzałem jej głęboko w oczy.
- Nie martw się. - poprosiłem. - Jak myślisz, o kim mówili? O tych trzech wilkach?

Kan?

Czytaj dalej »